Translate

niedziela, 17 lutego 2019

Nowy Jork- Manhattan

Dzisiejszy wpis, to początek cyklu postów o nowojorskich dzielnicach. Pomyślałam, że taki mały przewodnik (choć w internetach ich pełno), może się przydać komuś, kto w przyszłości planuje podróż do NYC, albo komuś, kto lubi poczytać od czasu do czasu o różnych zakątkach świata (w przypadku mojego bloga- zazwyczaj o krajach angielskojęzycznych).
Pierwszy wpis dedykuję obszarowi, który znają chyba wszyscy. Jest to Manhattan. Może czasem nie zdajemy sobie sprawy, ale ten najmniejszy, a zarazem najbardziej zaludniony okręg Nowego Jorku widzimy w klipach, filmach, teledyskach. Wszystkie najlepsze (turystyczne!) atrakcje, znajdują się właśnie tam. Obszar ten dzielimy na Dolny Manhattan (Lower Manhattan/Downtown), środkowy (Midtown) oraz górny (Upper Manhattan/Uptown).
Nie skupię się naturalnie na wszystkim, ale wyróżnię to, co według mnie jest najważniejsze.

1. Lower Manhattan

Dolny Manhattan, to przede wszystkim dzielnica biznesowa (z ulicą Wall Street na czele). Zobaczycie tam New York Stock Exchange, czyli największą na świecie giełdę papierów wartościowych. Możecie też odwiedzić brązowy posąg byka (Charging Bull). Jeżeli dotkniecie jego genitaliów, już na zawsze czeka Was sukces finansowy. Kuszące, prawda? Do Lower Manhattanu zaliczyć możemy też miejsce, gdzie znajdowały się wieże World Trade Center. Ten niezwykle ważny teren zajmuje teraz One World Trade Center Obserwatory and Memorial. W miejscu, gdzie stały drapacze chmur, wybudowane zostały fontanny. Jeżeli chodzi o mniejsze "sąsiedztwa", to wyróżnić powinniśmy Soho. Bardzo modny i popularny wśród młodych ludzi teren, gdzie możecie zrobić zakupy w najlepszych butikach, a także wypić dobrą kawę w różnych "fancy" kawiarenkach. Czujecie tam typowy, nowojorski vibe. Warte odwiedzenia są także Little Italy, czyli dzielnica włoska, a także Chinatown- dzielnica chińska. Jeżeli chodzi o Downtown, warto także wspomnieć o Union Square, jednym z ulubionych miejsc do spędzania wolnego czasu. Możecie tam obserwować różnego rodzaju uliczne występy lub po prostu zrelaksować się przez chwilę.

2. Midtown

Midtown Manhattan, to chyba skupisko wszystkiego, co najbardziej kojarzy nam się z Nowym Jorkiem. Są to oczywiście najwyższe wieżowce, w skład których wchodzą: Empire State Building, Chrysler Building czy MetLife Building. Kolejną atrakcją jest oczywiście Times Square. Miejsce, gdzie odbywa się zawsze najlepszy sylwester na świecie, a także plac wokół którego skupiają się niezliczone ilości sklepów, a nad nimi świecące bilbordy. W środkowej części Manhattanu należy przejść się słynną 5th Avenue, czyli główną ulicą handlową. Znajdują się tam wszystkie najlepsze i najdroższe marki świata: Prada, Gucci czy Versace. Kolejną ważną ulicą jest Broadway. Tak, tak- ten Broadway, z licznymi teatrami, w jej środkowej części. Midtown to także Grand Central Terminal, dworzec ikona, z przepięknym sufitem i największą liczbą peronów na świecie (aż 44!).

3. Uptown 

Uptown niestety nie jest już tak naszpikowane atrakcjami, jak Midtown czy Lower Manhattan, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Punktem głównym jest Central Park. Olbrzymi obszar zieleni, w samym sercu miasta. Miejsce do biegania, wypoczywania, słuchania koncertów, a także obcowania ze sztuką. To tam znajdziecie: Muzeum Żydowskie, Muzeum Historii Naturalnej, czy też Miejskie Muzeum Sztuki (The Metropolitan Museum of Art). Uptown, to także Muzeum Guggenheima. Futurystyczny, biały, spiralny budynek przyciąga wzrok, nie tylko miłośników sztuki i architektury. Jeden z obowiązkowych punktów na mapie miasta. Uptown, to także dzielnica Harlem, czyli miejsce kultowe dla fanów hip-hopu, który tam powstawał.

Jak widzicie, Manhattan to obszar pełny niespodzianek, atrakcji i kultowych miejsc. Ten wpis to bardzo oszczędna wersja tego, co możecie tam zobaczyć. To miejsce społecznych, kulturowych i etnicznych sąsiedztw, które nachodząc na siebie, tworzą jedną z najbardziej oryginalnych mieszanek na świecie.







 

niedziela, 25 listopada 2018

Memory Hacks

- "Do you remember?" Ile razy w swoim życiu słyszeliście to pytanie? Pewnie milion. Czy rzeczywiście pamiętaliście? Imiona, nazwy miejscowości,  To jakoś przejdzie. Gorzej ze słówkami i wyrazami, gdy uczycie się języka obcego. Wpadłam na pomysł, żeby napisać Wam o moich sztuczkach i trikach, które stosuję, żeby zapamiętać nowe słownictwo. Nie są to może jakieś odkrywcze metody, ale takie, które mi się podobają i względnie działają. Możecie z nich skorzystać, ale wiadomo, sami powinniście dopasować sobie to, co dla Was najlepsze. Bez zbędnego paplania, zaczynamy:

1. CZYTANKA

Jeszcze będąc w liceum, gdy przygotowywałam się do matury z języka angielskiego, często korzystałam z metody "na czytanie". Co to oznaczało? Brałam tekst ze słówkami, które musiałam się nauczyć, a następnie czytałam go kilka razy w kółko. Nic nie wypisywałam, tylko czytałam. Może się to wydawać śmieszne, ale naprawdę działa! Teraz często też tak się uczę, a słówka same magicznie wpadają do głowy. Poza tym, uczycie się wyrazów w kontekście, a to bardzo ważne!

2.ODSŁUCH

Niektórzy z nas mają pamięć słuchową. A więc, zapamiętują to, co wpadnie im do ucha. Jeżeli jesteście słuchowcami, ta metoda jest właśnie dla Was. Wchodzicie w pierwszy lepszy słownik internetowy i odtwarzacie wyraz, który czytany jest przez lektora. Oczywiście, powtarzacie to kilka razy. Uczycie się wymowy i jednocześnie zapamiętujecie. Duet idealny.

3. REPETA

Kolejnym sposobem na zapamiętywanie wyrazów, jest powtarzanie ich na głos. Bez wspomagaczy, typu lektor ze słownika internetowego. Bardziej chodzi tu o mamrotanie pod nosem tego, co macie wypisane na kartce. Załóżmy: uczycie się wyrazu "gifted", czyli utalentowany, więc automatycznie powtarzacie na głos "gifted" po kilka razy. GIFTED, GIFTED, GIFTED, GIFTED. I tak do 10 razy. Przechodzicie potem do kolejnego słówka, ale do "gifted" za chwilę znowu wracacie. Ważne, żeby dobrze i wyraźnie wymawiać to, czego chcemy się nauczyć.

4. FISZKI

Nie będę Kolumbem i niczego nowego nie odkryję, jeżeli powiem, że "fiszkowanie" to jedna z lepszych metod nauki nowego słownictwa. Możecie zabrać je ze sobą wszędzie: do autobusu, do pracy, na uczelnię, na spacer, a nawet do toalety (zamiast telefonu). Poświęcacie trochę czasu, żeby je zrobić, ale it PAYS OFF, co oznacza, że przynosi to ogromne korzyści. Warto zrobić sobie kategorie tematyczne, czyli: słownictwo medyczne, słownictwo turystyczne, słownictwo gastronomiczne i każdego dnia zajmować się innym. Codziennie będziecie mieć do czynienia z różnymi wyrazami, które same będą Wam się przypominać, gdy wrócicie do nich po kilku dniach.

5. WKUWANIE

Jestem takim trochę oldschoolowym typem, jeżeli chodzi o naukę języków i często preferuję tradycyjne metody, zamiast tych nowoczesnych i multimedialnych. Nie ukrywam, że ucząc się innych języków obcych, wypisuję sobie po prostu listę słówek i wkuwam je na pamięć. Lubię wracać do tego "triku". Nie męczy mnie, ani nie nudzi. Ba, mam wrażenie, że wszystko szybko się przyswaja, a potem powtóreczka to tylko formalność.

6. CZYTANIE KSIĄŻEK 

Najlepszym treningiem pamięci jest czytanie książek. Po prostu. Nie muszą to być nawet pozycje w języku obcym, chodzi o to żeby czytać w ogóle. Bo to trening pamięci.  Nie mówię tu o śledzeniu artykułów w internecie czy nadrabianie postów znajomych na Facebooku. Chodzi o czytanie prawdziwych, papierowych książek. Jeżeli robicie to teraz bardzo rzadko, albo w ogóle, spróbujcie zrobić sobie wyzwanie "2 ksiązki do końca roku". Wybierzcie interesujące dla Was pozycje i zrealizujcie swój cel. Uwierzcie mi, będzie Wam o wiele łatwiej zapamiętywać nowe słówka, przestaniecie mieć problemy z koncentracją, będziecie mogli skupić się na tym, czego chcecie się nauczyć.


Nie ma jednej skutecznej metody na naukę słownictwa. Nie można się też zamknąć na jeden sposób, bo bardzo szybko się znudzimy i zniechęcimy. Nauka języka, to słuchanie, pisanie, czytanie, mówienie i gramatyka. Tak samo jest z zapamiętywaniem słówek. Powinniśmy trochę je wypisywać, trochę czytać, trochę mamrotać, a co najważniejsze utrzymywać pamięć w dobrej kondycji, żeby służyła nam jak najdłużej.
Powodzenia w dalszej nauce!






poniedziałek, 22 października 2018

British vs. American words

Hi!

W końcu udało mi się wyskrobać dla Was post o różnicach pomiędzy amerykańskimi i brytyjskimi słowami. Chciałam to zrobić w sposób inny niż zawsze, więc przedstawię Wam dwie fikcyjne osoby. John mieszka w Londynie, natomiast Kate w Nowym Jorku. Opiszę Wam ich standardowy dzień. Let's go!

6:00 rano. Pobudka. John z Londynu zakłada na siebie jumper, a Kate z NYC sweater (sweterek). Jest jeszcze w miarę ciepło, jak na październik, więc wystarczy, że na nogi założą, kolejno Kate sneakers, a John trainers (tenisówki). W brzuchu burczy, bo kolacji nie było, więc Kate zabiera się za jedzenie french fries, a John chips (frytki). Ktoś pomyśli, na śniadanie takie fast-foody? No nie było nic innego w lodówce, więc nie ma wyjścia. Oboje stwierdzili też, że nic się nie stanie, jeśli fryteczki zagryzą ciasteczkami. Kate ugryzła cookie, a John biscuit. Czas wyjść do pracy. Oboje jeżdżą metrem. Kate jeździ subway, a John underground. Każde z nich chciałoby mieć już wakacje. Kate marzy o vacation, a John o holidays. To jeszcze nie ten czas, bo za oknem jesień. W Nowym Jorku fall, a w Wielkiej Brytanii autumn. Po drodze, każdy z nich spotkał panów, dostarczających listy. Kate spotkała ciężarówkę truck, która przywiozła mail. John minął się z panami, którzy przyjechali lorry, a dostarczali post. Oboje pracują w wielkim wieżowcu. Każdy z nich musi dojechać do swojego biura na 8 piętro. John pojedzie lift, a Kate elevator. W międzyczasie, każdemu z nich zachce się do toalety. Kate uda się do restroom, a John do loo. Tysiąc razy użyją telefonu komórkowego. Kate będzie odbierała cell phone, a John mobile phone. O godzinie 14:00, każde z nich zamówi jedzenie na wynos. Dla Johna będzie to takeaway food, a dla Kate takeout food. W końcu, po 8 godzinach pracy, zakończą swój ciężki dzień i powoli udadzą się w kierunku swoich domków. Po drodze, muszą jeszcze kupić leki, bo czują, że coś ich rozkłada. Kate wejdzie do drugstore, a John do chemist's. Jeszcze tylko stanie w kolejce po świeże warzywa na kolację. John będzie nudził się w queue, a Kate w line. John, jak i Kate spóźnili się na swoje metro, więc muszą sprawdzić o której jest kolejny środek transportu. John spojrzy na timetable, a Kate na schedule. John, tak jak i Kate mieszkają w dużych blokach. Kate w apartment building, a John w block of flats. Każde z nich uda się do swojego flat (John) lub apartment (Kate). Właściwie dzień powoli dobiega już końca. Można usiąść przed telewizorem. John spocznie na kanapie przed telly, a Kate przed tv. Jeszcze tylko wyrzucić śmieci, żeby nie zalęgły się robaki. Kate wyrzuci trash, a John rubbish.

Oczywiście, to nie wszystkie różnice. Przedstawiłam Wam te główne, prawdopodobnie najbardziej potrzebne. Jest też wiele słówek, które mają inną pisownię, ale wymowa jest taka sama. Chociażby:

ZACHOWANIE- BEHAVIOUR (br)- BEHAVIOR (am.)
ULUBIONY- FAVOURITE (br)- FAVORITE (am.)
PROGRAM- PROGRAMME (br)- PROGRAM (am.)
BIZUTERIA- JEWELLERY (br)- JEWELRY (am.)

Które słówka podobają Wam się bardziej?



niedziela, 16 września 2018

Eton Mess

Czy słyszeliście kiedyś o deserku ETON MESS? To tradycyjny, angielski przysmak, który składa się z pokruszonej bezy (broken meringue), truskawek (strawberries) oraz śmietany kremówki (double cream).

Skąd wzięła się nazwa ETON MESS? 

Zacznijmy od tego, że Eton to mała miejscowość w Anglii, gdzie znajduje się Eton College, czyli jedna z najstarszych szkół męskich z internatem. Uczyło się tam wielu znamienitych person, a jedną z nich jest chociażby były premier Wielkiej Brytanii- David Cameron.
Deser po raz pierwszy został "zaserwowany" podczas dorocznych rozgrywek krykieta pomiędzy szkołami Eton i Harrow w 1930 roku. Nieprawdopodobna historia brzmi tak, iż podczas podawania deserku, nagle przysmak spadł na ziemię, a cała beza pokruszyła się. Zamiast wyrzucić wszystko do śmieci, podano go takim pokruszonym, jaki został. Stąd też określenie MESS, czyli bałagan.

Do przygotowania tej pyszności potrzebujemy:

- truskawki (strawberries) 
- caster sugar (cukier puder)
- meringue (beza)
- double cream (śmietana kremówka)

1. Ubij śmietanę kremówkę z cukrem pudrem (whip the double cream with caster sugar).

2. Połam bezę i zmieszaj ją z kremówką (Break the meringue and then stir into the cream).

3. Zmieszaj truskawki ze śmietanką i bezą (Mix the strawberries into the cream and meringue).

To taki najprostszy przepis, chociaż na internecie znajdziecie wiele opcji (również z bananami i innymi egzotycznymi owockami). Spróbujcie najpierw klasyka, a potem kombinujcie.

BON APPETIT 







wtorek, 28 sierpnia 2018

Viva Las Vegas!

Bright light city gonna set my soul
Gonna set my soul on fire
Got a whole lot of money that's ready to burn,
So get those stakes up higher
There's a thousand pretty women waitin' out there
And they're all livin' devil may care
And I'm just the devil with love to spare
Viva Las Vegas, viva Las Vegas!
Tak śpiewał Elvis Presley o mieście świateł i imprez, czyli...Las Vegas. Kto był tam chociaż raz, będzie chciał wrócić znowu!

Stolica hazardu- to chyba najtrafniejsze określenie miasta Las Vegas. Przyjeżdża się tam głównie po to, żeby zagrać, pobawić się, spędzić wieczór panieński/kawalerski...lub zobaczyć jak te wcześniej wymienione czynności wyglądają naprawdę.

 Główną atrakcją tego miasta jest Las Vegas Strip, czyli ulica ciągnąca się przez około 6 kilometrów. Wzdłuż niej ulokowane są wszystkie najlepsze hotele, które do złudzenia przypominają najlepsze atrakcje z całego świata. I tak: możecie wejść do piramidy egipskiej, zaraz obok zwiedzić Nowy Jork. Kilkanaście minut dalej widzimy świecącą wieżę Eiffla i "cały Paryż", a nieopodal hotel Flamingo z różowymi, żywymi zwierzętami. Po drugiej stronie ukazuje nam się hotel Bellagio z imponującymi fontannami i ich pokazem oraz Cesar, gdzie kręcony był film "Kac Vegas". Żeby tego było mało, możecie popłynąć gondolą w "małej Wenecji" lub zobaczyć olbrzymi cyrk w "The Circus". Wszystkie budynki są imponujące, piękne i najlepiej oglądać je nocą, bo każdy z nich świeci milionami światełek i neonami. Oprócz Las Vegas Strip, wartą uwagi jest Fremont Street. Znajdziecie tam kasyna i sklepy, a także możecie obejrzeć ciekawe koncerty i występy. Dodatkowo, stoi tam wielka postać gadającego kowboja, która jest wizytówką Vegas.






Las Vegas, to przede wszystkim kasyna. Od samego rana szturmują je żądni zabawy i pieniędzy goście. Żeby zagrać, należy mieć ukończone 21 lat. Za każdym razem sprawdzą Wam dowód osobisty (nawet jeśli wyglądacie na trochę starszych- podobno aż do 45 roku życia!). Drinki podczas gry są za darmo (pieniądze i tak się zwrócą!). Jeżeli nie wiecie, jak grać w pokera, ruletkę itd., nie traćcie szmalu. Obejrzyjcie to wszystko z daleka, zróbcie rundkę dookoła kasyna i...wyjdźcie bawić się, na przykład na koncercie znanej gwiazdy!

W LV prawie codziennie występują jakieś osobistości: Jennifer Lopez, Britney Spears, Calvin Harris, Stevie Wonder, a nawet...Backstreet Boys. Przy odrobinie szczęścia, załapać się możecie na koncert Waszego ulubionego artysty. Bilety wcale nie są drogie!

Jeżeli zagraliście, pobawiliście się na koncertach i show oraz zrobiliście zdjęcia przy każdym hotelu- udajcie się na dobre jedzenie. W Las Vegas nie brakuje restauracji z całego świata (jest to tylko kwestia portfela). Możecie zjeść sushi, pizzę, makaron, dania chińskie czy tajskie. Do koloru, do wyboru!

Ostatnia i najważniejsza rzecz- jeżeli jedzie do Las Vegas latem, nawadniajcie się! Powietrze jest okrutne i zabójcze. W sierpniu temperatury dochodzą do 45 stopni (wszak to sam środek pustyni). Sklepów z napojami jest pełno, poza tym można kupić wodę i soki z elektrolitami, by je uzupełniać. Samo chodzenie po The Strip jest męczące, wliczając w to jeszcze te wszystkie atrakcje, które napotkacie po drodze- osłabienie gwarantowane.

Las Vegas okazało się lesze niż przypuszczałam. To wcale nie jest miasto kiczu. To inteligentnie skonstruowana przestrzeń do spełniania każdej, nawet największej zachcianki. Możesz dobrze zjeść, poimprezować, pójść na koncert swojego ulubionego artysty, zagrać o miliony monet. Poza tym: skoczyć na bungee w hotelu Stratosphere, przejechać się kolejką górską w Nowym Jorku, obejrzeć wybuch wulkanu w Mirage, zobaczyć żywe zwierzęta w Flamingo, wziąć ślub w którejś z kapliczek (chapel-kapliczka), obejrzeć show "śpiewających" fontann w Bellagio, przybić piątkę Elvisovi Presleyowi na ulicy. Czy jest coś jeszcze, o czym marzycie?



piątek, 13 kwietnia 2018

Maturzysto! Te porady są właśnie dla Ciebie!

Kwiecień, ale prawie już zaraz maj, bo zleci bardzo szybko. Za trzy tygodnie, maturzyści napiszą chyba najważniejszy egzamin w ich życiu. Chyba, bo prawdopodobnie będzie miał duży wpływ na ich dalsze życie. Maturzyści, przed Wami zapewne test, także z języka obcego. Chociaż czasu zostało mało, to wciąż możecie jeszcze coś dla siebie zrobić. Dla tych, którzy zdają język angielski, przygotowałam kilka porad, które może wykorzystacie  w nauce (a może i nie). Jesteście gotowi?
Off we go!

1.Zbiórka

Zbieracie wszystko to co macie do jednej kupy i grupujecie. Grupujecie na słówka (tematycznie), na gramatykę, na zadania typowo maturalne, ciekawostki, itd. Wybieracie już teraz tylko to, co przyda Wam się najbardziej. Taka selekcja, pokaże Wam czego jeszcze musicie się nauczyć (a raczej co musicie powtórzyć).

2. Podcasty

Słuchanie jest dość ważne, bo możecie z niego uzyskać dużo punktów. Jeżeli wciąż uważacie, że nie rozpoznajecie różnych akcentów, a każdy nawet najmniejszy szelest Was rozproszy, wciąż jeszcze macie szansę na poprawę. Nie mówię tu o filmikach z YouTube, ale o prawdziwych nagraniach egzaminacyjnych. Wejdźcie na stronę CKE i przeglądnijcie arkusze maturalne z poprzednich latach. Zróbcie jedno zadanie na słuchanie dziennie. To naprawdę dużo daje!

3.Powiedzenia

Jeżeli piszecie maturę rozszerzoną, na pewno zmierzycie się z esejem (możecie go wybrać, ale nie musicie, bo jest też, np. list formalny). Żeby każdy esej miał ręce i nogi, musi mieć słownictwo formalne, a także fajne zdania i powiedzenia. Wybierzcie sobie kilka, które nauczycie się na pamięć i które będzie pasowało do każdego rodzaju tematu. Swego czasu, mojej znajomej bardzo spodobało się powiedzenie "travelling broadens your mind", czyli "podróżowanie poszerza Twój umysł". Nie miała na maturze żadnego tematu związanego z wycieczkami, ale zamieniła sobie travelling na coś innego i miała gotowca, który na bank podniósł wartość jej eseju. Można? Można!

4. Mówienie

Zestawy maturalne z mówienia są dość proste. Rozmowa sterowana, obrazek do opisania, porównywanie plakatów plus dodatkowe pytania od komisji. Znowu, pobierzcie sobie stare zestawy do matury ustnej (jest ich trochę w internetach) i zacznijcie mówić do siebie. Wiem, że może to wydać się głupie, ale naprawdę pomaga. Zyskujecie więcej pewności siebie, szukacie w głowie różnych słówek, których nie pamiętacie, powtarzacie te same schematy. Prawie jak Tamagotchi :).

5. Gramatyka

Nie wiem czy powtarzanie wszystkich czasów ma sens (można, a i owszem). Najważniejsze są konstrukcje, parafrazy, połączenia wyrazów (np. podjąć próbę to: do an attempt czy make an attempt? Podpowiem od razu: make an attempt). Wypisujcie to wszystko ręcznie, bo tak najlepiej się to utrwala. No i do znudzenia powtarzajcie.

6. Słownictwo

Słówka to taka część, bez której język nie istnieje. No bo jak? Tematy wokół których kręci się matura, to praktycznie cały czas to samo: dom, relacje międzyludzkie (w tym cechy charakteru), praca, kultura, sport, jedzenie, środowisko. Spróbujcie nauczyć się jak najwięcej słówek z każdego działu. Gwarancja, że zrozumiecie dialogi podczas słuchania oraz teksty pisane, wzrasta z każdym nowym słóweczkiem.

7. Hold your horses

Czyli po prostu wyluzujcie. Nauczyliście się tyle, ile się nauczyliście i nie nadrobicie materiału z trzech czy czterech lat w miesiąc. Możecie tylko spokojnie powtarzać i...czekać. Będzie dobrze :)

GOOD LUCK!

niedziela, 8 kwietnia 2018

Wiza do USA

Cześć!

Long time no see! No tak, długo mnie tu nie było, nastała cisza. Cały czas byłam jednak aktywna na Facebooku, więc nie jest tak, że zniknęłam zupełnie. Od niedawna grasuję również na Instagramie (@languagebay). Postanowiłam, iż ten blog będzie mi służył jedynie do dłuższych artykułów, a nie jak wcześniej, również do pokazywania zagadnień językowych czy słownictwa. Nie chciałabym powielać tego samego na wielu platformach. Oczywiście, wszystkie wcześniejsze wpisy zostają, natomiast po codzienny kontent "gramatyczno- słówkowy" zapraszam na media społecznościowe.

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył uzyskiwania wiz amerykańskich przez Polaków. Jest to temat trudny, bo wciąż musimy przechodzić przez proces aplikacyjny, jednak nie jest to aż tak uciążliwe, jak się wydaje. Jeżeli nie "pływacie" zbyt dobrze w języku angielskim i obawiacie się, że coś przegapicie, możecie zlecić pomoc przy robieniu wizy specjalnej agencji. Zajmą się oni całym procesem od A do Z, a Wy będziecie musieli tylko pojechać na spotkanie z pracownikiem Konsulatu.

Poniżej przedstawiam Wam informacje krok po kroku:

1. Zdjęcie do wizy, również na płycie

Pierwszą rzeczą, którą musicie wykonać, jeżeli macie ochotę ubiegać się o pozwolenie na wjazd do USA jest specjalne zdjęcie wizowe. Nie ma tutaj żadnej filozofii- idziecie do fotografa, robi Wam zdjęcie, zgrywa także na płytę. Jest to o tyle ważne, iż przy wypełnianiu formularza online, będziecie musieli załadować zdjęcie z płyty. Fotografia, jak fotografia- cudowna nie jest, bardziej przypomina fotkę paszportową, a więc odkryta jest cała twarz, aż do tułowia. Mówi się trudno, jak trzeba to trzeba.

2. Określenie typu wizy

Następnie, powinniście sprawdzić na stronie http://www.ustraveldocs.com o jaki typ wizy powinniście się ubiegać. Jeżeli jest to cel turystyczny, jest to wiza B-2. Ta informacja, będzie Wam przydatna w późniejszym procesie aplikacji.

3. Wniosek wizowy DS-160

Jeżeli określiliście już typ wizy, musicie uzupełnić wniosek wizowy DS-160. Jest to specjalny formularz elektroniczny, w którym podajecie wszystkie dane osobowe. Przy dobrej znajomości języka, zajmie Wam on około 45 minut (trzeba sprawdzić wszystko kilka razy). Czytajcie każde pytanie dokładnie i zaznaczajcie tylko prawdziwe informacje. Pytania dotyczą, np. miejsca pracy/szkoły, karalności, możliwości finansowych przyjazdu do USA oraz chorób. Wiem, że w Internecie jest kilka "gotowych" formularzy, gdzie jakaś doba duszyczka uzupełniła każde pytanie krok, po kroku. Przydaje się, gdy nie wiecie którą opcję zaznaczyć (czasami jest kilka odpowiedzi, a każda wydaje się taka sama). Na sam koniec, ładujecie zdjęcie oraz drukujecie potwierdzenie złożenia wniosku. Znajduje się na nim Wasz unikalny numer, który będzie potrzebny przy rozmowie w Ambasadzie.

4. Płatność

 Wiza jest płatna. W przypadku tej nieimigracyjnej, jest to kwota 160 dolarów, przeliczając na naszą walutę, wychodzi ponad 600zł (zależy od kursu). Logujecie się na stronie internetowej (link podany na stronie, którą podawałam wcześniej), zakładacie tam swoje konto, podajecie numer wniosku DS-160, a następnie robicie przelew. Jeżeli jest to transfer internetowy (bezpośredni), od razu pojawi Wam się kalendarz, gdzie będziecie mogli umówić się na spotkanie z konsulem. Pamiętajcie, że wszystkie kwoty wpłacone, nie podlegają zwrotowi, nawet jeśli nie dostaniecie wizy.

5. Umawianie się na spotkanie z konsulem

Tak jak pisałam wcześniej, na Waszym unikalnym profilu, pojawia się kalendarz, gdzie wybieracie sobie datę spotkania z konsulem. Czas oczekiwania to około miesiąc. Musicie wiedzieć, że po wizę jedziecie do Ambasady USA albo do Warszawy, albo do Krakowa. Nie ma innej możliwości.

6. Ambasada/Konsulat Stanów Zjednoczonych

Gdy już cała papierkowa robota zostanie wykonana, pozostaje Wam tylko podróż do Warszawy lub Krakowa (chyba, że stamtąd jesteście). Przyjeżdżacie na spotkanie wcześniej, zdajecie telefon komórkowy, a następnie wchodzicie na salę, gdzie odbywają się rozmowy z konsulami. Mogą one przebiegać w języku angielskim, chociaż nie zawsze tak jest. Musicie być jednak na to przygotowani. Cała rozmowa nie trwa długo, a pytania, które mogą się pojawić, to te dotyczące Waszego wyjazdu (czyli w jaki rejon Stanów chcecie się wybrać), po co tam jedziecie, jak długo macie zamiar zostać oraz jakie państwa odwiedziliście wcześniej. Mogą się pojawić także inne pytania, w zależności od Waszej sytuacji życiowej. Wszystko przebiega sprawnie i jeżeli konsul nie widzi przeciwwskazań, otrzymujecie kartkę z informacjami dotyczącymi wizy, a Wasz paszport zostaje zabrany, by można było wkleić tam wizę. Paszport przyjeżdża do Waszego miasta po około tygodniu i jest dostarczany przez kuriera. Możecie go odebrać również w siedzibie kurierskiej.

Jak widzicie, sam proces aplikowania o nieimigracyjną wizę do Stanów Zjednoczonych nie jest trudny. Potrzebna jest znajomość języka angielskiego, trochę gotówki i cierpliwość przy rozpatrywaniu Waszej prośby. Musicie pamiętać również, iż to, że dostajecie wizę w Polsce, nie oznacza, że wjedziecie do Stanów na 100%. Przylatując do USA, przechodzicie jeszcze jedną kontrolę, gdzie pracownicy lotniska sprawdzają Was jeszcze raz i wtedy dają pozwolenie na przejście dalej.

Miłego aplikowania!