Translate

poniedziałek, 22 października 2018

British vs. American words

Hi!

W końcu udało mi się wyskrobać dla Was post o różnicach pomiędzy amerykańskimi i brytyjskimi słowami. Chciałam to zrobić w sposób inny niż zawsze, więc przedstawię Wam dwie fikcyjne osoby. John mieszka w Londynie, natomiast Kate w Nowym Jorku. Opiszę Wam ich standardowy dzień. Let's go!

6:00 rano. Pobudka. John z Londynu zakłada na siebie jumper, a Kate z NYC sweater (sweterek). Jest jeszcze w miarę ciepło, jak na październik, więc wystarczy, że na nogi założą, kolejno Kate sneakers, a John trainers (tenisówki). W brzuchu burczy, bo kolacji nie było, więc Kate zabiera się za jedzenie french fries, a John chips (frytki). Ktoś pomyśli, na śniadanie takie fast-foody? No nie było nic innego w lodówce, więc nie ma wyjścia. Oboje stwierdzili też, że nic się nie stanie, jeśli fryteczki zagryzą ciasteczkami. Kate ugryzła cookie, a John biscuit. Czas wyjść do pracy. Oboje jeżdżą metrem. Kate jeździ subway, a John underground. Każde z nich chciałoby mieć już wakacje. Kate marzy o vacation, a John o holidays. To jeszcze nie ten czas, bo za oknem jesień. W Nowym Jorku fall, a w Wielkiej Brytanii autumn. Po drodze, każdy z nich spotkał panów, dostarczających listy. Kate spotkała ciężarówkę truck, która przywiozła mail. John minął się z panami, którzy przyjechali lorry, a dostarczali post. Oboje pracują w wielkim wieżowcu. Każdy z nich musi dojechać do swojego biura na 8 piętro. John pojedzie lift, a Kate elevator. W międzyczasie, każdemu z nich zachce się do toalety. Kate uda się do restroom, a John do loo. Tysiąc razy użyją telefonu komórkowego. Kate będzie odbierała cell phone, a John mobile phone. O godzinie 14:00, każde z nich zamówi jedzenie na wynos. Dla Johna będzie to takeaway food, a dla Kate takeout food. W końcu, po 8 godzinach pracy, zakończą swój ciężki dzień i powoli udadzą się w kierunku swoich domków. Po drodze, muszą jeszcze kupić leki, bo czują, że coś ich rozkłada. Kate wejdzie do drugstore, a John do chemist's. Jeszcze tylko stanie w kolejce po świeże warzywa na kolację. John będzie nudził się w queue, a Kate w line. John, jak i Kate spóźnili się na swoje metro, więc muszą sprawdzić o której jest kolejny środek transportu. John spojrzy na timetable, a Kate na schedule. John, tak jak i Kate mieszkają w dużych blokach. Kate w apartment building, a John w block of flats. Każde z nich uda się do swojego flat (John) lub apartment (Kate). Właściwie dzień powoli dobiega już końca. Można usiąść przed telewizorem. John spocznie na kanapie przed telly, a Kate przed tv. Jeszcze tylko wyrzucić śmieci, żeby nie zalęgły się robaki. Kate wyrzuci trash, a John rubbish.

Oczywiście, to nie wszystkie różnice. Przedstawiłam Wam te główne, prawdopodobnie najbardziej potrzebne. Jest też wiele słówek, które mają inną pisownię, ale wymowa jest taka sama. Chociażby:

ZACHOWANIE- BEHAVIOUR (br)- BEHAVIOR (am.)
ULUBIONY- FAVOURITE (br)- FAVORITE (am.)
PROGRAM- PROGRAMME (br)- PROGRAM (am.)
BIZUTERIA- JEWELLERY (br)- JEWELRY (am.)

Które słówka podobają Wam się bardziej?



niedziela, 16 września 2018

Eton Mess

Czy słyszeliście kiedyś o deserku ETON MESS? To tradycyjny, angielski przysmak, który składa się z pokruszonej bezy (broken meringue), truskawek (strawberries) oraz śmietany kremówki (double cream).

Skąd wzięła się nazwa ETON MESS? 

Zacznijmy od tego, że Eton to mała miejscowość w Anglii, gdzie znajduje się Eton College, czyli jedna z najstarszych szkół męskich z internatem. Uczyło się tam wielu znamienitych person, a jedną z nich jest chociażby były premier Wielkiej Brytanii- David Cameron.
Deser po raz pierwszy został "zaserwowany" podczas dorocznych rozgrywek krykieta pomiędzy szkołami Eton i Harrow w 1930 roku. Nieprawdopodobna historia brzmi tak, iż podczas podawania deserku, nagle przysmak spadł na ziemię, a cała beza pokruszyła się. Zamiast wyrzucić wszystko do śmieci, podano go takim pokruszonym, jaki został. Stąd też określenie MESS, czyli bałagan.

Do przygotowania tej pyszności potrzebujemy:

- truskawki (strawberries) 
- caster sugar (cukier puder)
- meringue (beza)
- double cream (śmietana kremówka)

1. Ubij śmietanę kremówkę z cukrem pudrem (whip the double cream with caster sugar).

2. Połam bezę i zmieszaj ją z kremówką (Break the meringue and then stir into the cream).

3. Zmieszaj truskawki ze śmietanką i bezą (Mix the strawberries into the cream and meringue).

To taki najprostszy przepis, chociaż na internecie znajdziecie wiele opcji (również z bananami i innymi egzotycznymi owockami). Spróbujcie najpierw klasyka, a potem kombinujcie.

BON APPETIT 







wtorek, 28 sierpnia 2018

Viva Las Vegas!

Bright light city gonna set my soul
Gonna set my soul on fire
Got a whole lot of money that's ready to burn,
So get those stakes up higher
There's a thousand pretty women waitin' out there
And they're all livin' devil may care
And I'm just the devil with love to spare
Viva Las Vegas, viva Las Vegas!
Tak śpiewał Elvis Presley o mieście świateł i imprez, czyli...Las Vegas. Kto był tam chociaż raz, będzie chciał wrócić znowu!

Stolica hazardu- to chyba najtrafniejsze określenie miasta Las Vegas. Przyjeżdża się tam głównie po to, żeby zagrać, pobawić się, spędzić wieczór panieński/kawalerski...lub zobaczyć jak te wcześniej wymienione czynności wyglądają naprawdę.

 Główną atrakcją tego miasta jest Las Vegas Strip, czyli ulica ciągnąca się przez około 6 kilometrów. Wzdłuż niej ulokowane są wszystkie najlepsze hotele, które do złudzenia przypominają najlepsze atrakcje z całego świata. I tak: możecie wejść do piramidy egipskiej, zaraz obok zwiedzić Nowy Jork. Kilkanaście minut dalej widzimy świecącą wieżę Eiffla i "cały Paryż", a nieopodal hotel Flamingo z różowymi, żywymi zwierzętami. Po drugiej stronie ukazuje nam się hotel Bellagio z imponującymi fontannami i ich pokazem oraz Cesar, gdzie kręcony był film "Kac Vegas". Żeby tego było mało, możecie popłynąć gondolą w "małej Wenecji" lub zobaczyć olbrzymi cyrk w "The Circus". Wszystkie budynki są imponujące, piękne i najlepiej oglądać je nocą, bo każdy z nich świeci milionami światełek i neonami. Oprócz Las Vegas Strip, wartą uwagi jest Fremont Street. Znajdziecie tam kasyna i sklepy, a także możecie obejrzeć ciekawe koncerty i występy. Dodatkowo, stoi tam wielka postać gadającego kowboja, która jest wizytówką Vegas.






Las Vegas, to przede wszystkim kasyna. Od samego rana szturmują je żądni zabawy i pieniędzy goście. Żeby zagrać, należy mieć ukończone 21 lat. Za każdym razem sprawdzą Wam dowód osobisty (nawet jeśli wyglądacie na trochę starszych- podobno aż do 45 roku życia!). Drinki podczas gry są za darmo (pieniądze i tak się zwrócą!). Jeżeli nie wiecie, jak grać w pokera, ruletkę itd., nie traćcie szmalu. Obejrzyjcie to wszystko z daleka, zróbcie rundkę dookoła kasyna i...wyjdźcie bawić się, na przykład na koncercie znanej gwiazdy!

W LV prawie codziennie występują jakieś osobistości: Jennifer Lopez, Britney Spears, Calvin Harris, Stevie Wonder, a nawet...Backstreet Boys. Przy odrobinie szczęścia, załapać się możecie na koncert Waszego ulubionego artysty. Bilety wcale nie są drogie!

Jeżeli zagraliście, pobawiliście się na koncertach i show oraz zrobiliście zdjęcia przy każdym hotelu- udajcie się na dobre jedzenie. W Las Vegas nie brakuje restauracji z całego świata (jest to tylko kwestia portfela). Możecie zjeść sushi, pizzę, makaron, dania chińskie czy tajskie. Do koloru, do wyboru!

Ostatnia i najważniejsza rzecz- jeżeli jedzie do Las Vegas latem, nawadniajcie się! Powietrze jest okrutne i zabójcze. W sierpniu temperatury dochodzą do 45 stopni (wszak to sam środek pustyni). Sklepów z napojami jest pełno, poza tym można kupić wodę i soki z elektrolitami, by je uzupełniać. Samo chodzenie po The Strip jest męczące, wliczając w to jeszcze te wszystkie atrakcje, które napotkacie po drodze- osłabienie gwarantowane.

Las Vegas okazało się lesze niż przypuszczałam. To wcale nie jest miasto kiczu. To inteligentnie skonstruowana przestrzeń do spełniania każdej, nawet największej zachcianki. Możesz dobrze zjeść, poimprezować, pójść na koncert swojego ulubionego artysty, zagrać o miliony monet. Poza tym: skoczyć na bungee w hotelu Stratosphere, przejechać się kolejką górską w Nowym Jorku, obejrzeć wybuch wulkanu w Mirage, zobaczyć żywe zwierzęta w Flamingo, wziąć ślub w którejś z kapliczek (chapel-kapliczka), obejrzeć show "śpiewających" fontann w Bellagio, przybić piątkę Elvisovi Presleyowi na ulicy. Czy jest coś jeszcze, o czym marzycie?



piątek, 13 kwietnia 2018

Maturzysto! Te porady są właśnie dla Ciebie!

Kwiecień, ale prawie już zaraz maj, bo zleci bardzo szybko. Za trzy tygodnie, maturzyści napiszą chyba najważniejszy egzamin w ich życiu. Chyba, bo prawdopodobnie będzie miał duży wpływ na ich dalsze życie. Maturzyści, przed Wami zapewne test, także z języka obcego. Chociaż czasu zostało mało, to wciąż możecie jeszcze coś dla siebie zrobić. Dla tych, którzy zdają język angielski, przygotowałam kilka porad, które może wykorzystacie  w nauce (a może i nie). Jesteście gotowi?
Off we go!

1.Zbiórka

Zbieracie wszystko to co macie do jednej kupy i grupujecie. Grupujecie na słówka (tematycznie), na gramatykę, na zadania typowo maturalne, ciekawostki, itd. Wybieracie już teraz tylko to, co przyda Wam się najbardziej. Taka selekcja, pokaże Wam czego jeszcze musicie się nauczyć (a raczej co musicie powtórzyć).

2. Podcasty

Słuchanie jest dość ważne, bo możecie z niego uzyskać dużo punktów. Jeżeli wciąż uważacie, że nie rozpoznajecie różnych akcentów, a każdy nawet najmniejszy szelest Was rozproszy, wciąż jeszcze macie szansę na poprawę. Nie mówię tu o filmikach z YouTube, ale o prawdziwych nagraniach egzaminacyjnych. Wejdźcie na stronę CKE i przeglądnijcie arkusze maturalne z poprzednich latach. Zróbcie jedno zadanie na słuchanie dziennie. To naprawdę dużo daje!

3.Powiedzenia

Jeżeli piszecie maturę rozszerzoną, na pewno zmierzycie się z esejem (możecie go wybrać, ale nie musicie, bo jest też, np. list formalny). Żeby każdy esej miał ręce i nogi, musi mieć słownictwo formalne, a także fajne zdania i powiedzenia. Wybierzcie sobie kilka, które nauczycie się na pamięć i które będzie pasowało do każdego rodzaju tematu. Swego czasu, mojej znajomej bardzo spodobało się powiedzenie "travelling broadens your mind", czyli "podróżowanie poszerza Twój umysł". Nie miała na maturze żadnego tematu związanego z wycieczkami, ale zamieniła sobie travelling na coś innego i miała gotowca, który na bank podniósł wartość jej eseju. Można? Można!

4. Mówienie

Zestawy maturalne z mówienia są dość proste. Rozmowa sterowana, obrazek do opisania, porównywanie plakatów plus dodatkowe pytania od komisji. Znowu, pobierzcie sobie stare zestawy do matury ustnej (jest ich trochę w internetach) i zacznijcie mówić do siebie. Wiem, że może to wydać się głupie, ale naprawdę pomaga. Zyskujecie więcej pewności siebie, szukacie w głowie różnych słówek, których nie pamiętacie, powtarzacie te same schematy. Prawie jak Tamagotchi :).

5. Gramatyka

Nie wiem czy powtarzanie wszystkich czasów ma sens (można, a i owszem). Najważniejsze są konstrukcje, parafrazy, połączenia wyrazów (np. podjąć próbę to: do an attempt czy make an attempt? Podpowiem od razu: make an attempt). Wypisujcie to wszystko ręcznie, bo tak najlepiej się to utrwala. No i do znudzenia powtarzajcie.

6. Słownictwo

Słówka to taka część, bez której język nie istnieje. No bo jak? Tematy wokół których kręci się matura, to praktycznie cały czas to samo: dom, relacje międzyludzkie (w tym cechy charakteru), praca, kultura, sport, jedzenie, środowisko. Spróbujcie nauczyć się jak najwięcej słówek z każdego działu. Gwarancja, że zrozumiecie dialogi podczas słuchania oraz teksty pisane, wzrasta z każdym nowym słóweczkiem.

7. Hold your horses

Czyli po prostu wyluzujcie. Nauczyliście się tyle, ile się nauczyliście i nie nadrobicie materiału z trzech czy czterech lat w miesiąc. Możecie tylko spokojnie powtarzać i...czekać. Będzie dobrze :)

GOOD LUCK!

niedziela, 8 kwietnia 2018

Wiza do USA

Cześć!

Long time no see! No tak, długo mnie tu nie było, nastała cisza. Cały czas byłam jednak aktywna na Facebooku, więc nie jest tak, że zniknęłam zupełnie. Od niedawna grasuję również na Instagramie (@languagebay). Postanowiłam, iż ten blog będzie mi służył jedynie do dłuższych artykułów, a nie jak wcześniej, również do pokazywania zagadnień językowych czy słownictwa. Nie chciałabym powielać tego samego na wielu platformach. Oczywiście, wszystkie wcześniejsze wpisy zostają, natomiast po codzienny kontent "gramatyczno- słówkowy" zapraszam na media społecznościowe.

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył uzyskiwania wiz amerykańskich przez Polaków. Jest to temat trudny, bo wciąż musimy przechodzić przez proces aplikacyjny, jednak nie jest to aż tak uciążliwe, jak się wydaje. Jeżeli nie "pływacie" zbyt dobrze w języku angielskim i obawiacie się, że coś przegapicie, możecie zlecić pomoc przy robieniu wizy specjalnej agencji. Zajmą się oni całym procesem od A do Z, a Wy będziecie musieli tylko pojechać na spotkanie z pracownikiem Konsulatu.

Poniżej przedstawiam Wam informacje krok po kroku:

1. Zdjęcie do wizy, również na płycie

Pierwszą rzeczą, którą musicie wykonać, jeżeli macie ochotę ubiegać się o pozwolenie na wjazd do USA jest specjalne zdjęcie wizowe. Nie ma tutaj żadnej filozofii- idziecie do fotografa, robi Wam zdjęcie, zgrywa także na płytę. Jest to o tyle ważne, iż przy wypełnianiu formularza online, będziecie musieli załadować zdjęcie z płyty. Fotografia, jak fotografia- cudowna nie jest, bardziej przypomina fotkę paszportową, a więc odkryta jest cała twarz, aż do tułowia. Mówi się trudno, jak trzeba to trzeba.

2. Określenie typu wizy

Następnie, powinniście sprawdzić na stronie http://www.ustraveldocs.com o jaki typ wizy powinniście się ubiegać. Jeżeli jest to cel turystyczny, jest to wiza B-2. Ta informacja, będzie Wam przydatna w późniejszym procesie aplikacji.

3. Wniosek wizowy DS-160

Jeżeli określiliście już typ wizy, musicie uzupełnić wniosek wizowy DS-160. Jest to specjalny formularz elektroniczny, w którym podajecie wszystkie dane osobowe. Przy dobrej znajomości języka, zajmie Wam on około 45 minut (trzeba sprawdzić wszystko kilka razy). Czytajcie każde pytanie dokładnie i zaznaczajcie tylko prawdziwe informacje. Pytania dotyczą, np. miejsca pracy/szkoły, karalności, możliwości finansowych przyjazdu do USA oraz chorób. Wiem, że w Internecie jest kilka "gotowych" formularzy, gdzie jakaś doba duszyczka uzupełniła każde pytanie krok, po kroku. Przydaje się, gdy nie wiecie którą opcję zaznaczyć (czasami jest kilka odpowiedzi, a każda wydaje się taka sama). Na sam koniec, ładujecie zdjęcie oraz drukujecie potwierdzenie złożenia wniosku. Znajduje się na nim Wasz unikalny numer, który będzie potrzebny przy rozmowie w Ambasadzie.

4. Płatność

 Wiza jest płatna. W przypadku tej nieimigracyjnej, jest to kwota 160 dolarów, przeliczając na naszą walutę, wychodzi ponad 600zł (zależy od kursu). Logujecie się na stronie internetowej (link podany na stronie, którą podawałam wcześniej), zakładacie tam swoje konto, podajecie numer wniosku DS-160, a następnie robicie przelew. Jeżeli jest to transfer internetowy (bezpośredni), od razu pojawi Wam się kalendarz, gdzie będziecie mogli umówić się na spotkanie z konsulem. Pamiętajcie, że wszystkie kwoty wpłacone, nie podlegają zwrotowi, nawet jeśli nie dostaniecie wizy.

5. Umawianie się na spotkanie z konsulem

Tak jak pisałam wcześniej, na Waszym unikalnym profilu, pojawia się kalendarz, gdzie wybieracie sobie datę spotkania z konsulem. Czas oczekiwania to około miesiąc. Musicie wiedzieć, że po wizę jedziecie do Ambasady USA albo do Warszawy, albo do Krakowa. Nie ma innej możliwości.

6. Ambasada/Konsulat Stanów Zjednoczonych

Gdy już cała papierkowa robota zostanie wykonana, pozostaje Wam tylko podróż do Warszawy lub Krakowa (chyba, że stamtąd jesteście). Przyjeżdżacie na spotkanie wcześniej, zdajecie telefon komórkowy, a następnie wchodzicie na salę, gdzie odbywają się rozmowy z konsulami. Mogą one przebiegać w języku angielskim, chociaż nie zawsze tak jest. Musicie być jednak na to przygotowani. Cała rozmowa nie trwa długo, a pytania, które mogą się pojawić, to te dotyczące Waszego wyjazdu (czyli w jaki rejon Stanów chcecie się wybrać), po co tam jedziecie, jak długo macie zamiar zostać oraz jakie państwa odwiedziliście wcześniej. Mogą się pojawić także inne pytania, w zależności od Waszej sytuacji życiowej. Wszystko przebiega sprawnie i jeżeli konsul nie widzi przeciwwskazań, otrzymujecie kartkę z informacjami dotyczącymi wizy, a Wasz paszport zostaje zabrany, by można było wkleić tam wizę. Paszport przyjeżdża do Waszego miasta po około tygodniu i jest dostarczany przez kuriera. Możecie go odebrać również w siedzibie kurierskiej.

Jak widzicie, sam proces aplikowania o nieimigracyjną wizę do Stanów Zjednoczonych nie jest trudny. Potrzebna jest znajomość języka angielskiego, trochę gotówki i cierpliwość przy rozpatrywaniu Waszej prośby. Musicie pamiętać również, iż to, że dostajecie wizę w Polsce, nie oznacza, że wjedziecie do Stanów na 100%. Przylatując do USA, przechodzicie jeszcze jedną kontrolę, gdzie pracownicy lotniska sprawdzają Was jeszcze raz i wtedy dają pozwolenie na przejście dalej.

Miłego aplikowania!







sobota, 30 grudnia 2017

Acronyms- Akronimy

Patrząc na tytuł możliwe, że zupełnie nie macie pojęcia czym są akronimy (ang. acronyms).
AKRONIM, to skrót utworzony od oryginalnego słowa. Wraz z nadejściem wiadomości tekstowych, zalała nas fala "skrótowców", które z jednej strony ułatwiają i przyśpieszają komunikację, a z drugiej powodują, że zapominamy jak pisze się niektóre wyrazy.
Przygotowałam dla Was listę najważniejszych i chyba najczęściej używanych akronimów, które pojawiają się w angielskich smsach i wiadomościach. Ile z nich znacie? Ile używacie?

1. OMG- Oh my God! (O mój Boże!)
2. WTF- What the fuck? (Co jest kurKa?)
3. IDK- I don't know (Nie wiem)
4. LOL- Laughing out loud (śmianie się na głos)
5. IMHO- In my humble opinion (Moim skromnym zdaniem)
6. CU/CYA- See you ( Do zobaczenia)
7. ASAP- As soon as possible (Tak szybko jak to możliwe)
8. BTW - By the way (A tak w ogóle...)
9. FYI- For your information (Dla twojej wiadomości)
10. IC- I see (Aha/Rozumiem...)
11. TGIF- Thank God, it's Friday (Całe szczęście już piątek)
12. BRB - Be right back (Zaraz wracam)
13. FAQ - Frequently Asked Questions (Często zadawane pytania)
14. THX- Thanks (Dzięki)
15. DIY- Do it yourself (Zrób to sam)






Źródło zdjęć: www.pixabay.com

P.S. W Szkocji widziałam na śmietniku świetny akronim, pt. "Tesco BXT", czyli Tesco Brexit :)








czwartek, 7 grudnia 2017

Recenzja platformy Multikurs i kursu Profesor Henry dla średnio-zaawansowanych + KONKURS!

Wczoraj na fanpagu na Facebooku zadałam Wam pytanie, które brzmiało mniej więcej: "Czy lubicie uczyć się języków przez Internet (skoro mnie obserwujecie, to chyba tak). Jakie platformy do nauki polecacie i jakie macie z nimi doświadczenia?".
To pytanie nie pojawiło się przypadkowo. Otóż, przygotowałam dla Was recenzję platformy do nauki języków obcych Multikurs.pl, a dokładnie kursu "Profesor Henry dla średnio-zaawansowanych".
Nie wiem czy wiecie, ale do uczenia się przez Internet podchodzę sceptycznie. Bo co to za powtórki bez wypisania słówek na kartkę papieru? Co to za nauka poprzez klikanie!?
 Recenzję platformy Multikurs robiłam już w zeszłym roku: http://language-bay.blogspot.com/2017/03/recenzja-platformy-multikurspl-konkurs.html i była to opinia pozytywna, dlatego pomyślałam, że w tym roku opiszę inny kurs, bo tamten spisał się nieźle (przy okazji dostanę coś dla Was!).
To co podoba mi się  w Multikursie, to podział na działy tematyczne. W Profesorze Henrym dla średnio zaawansowanych, mamy aż 18 działów z różnych dziedzin. Przykładowo- rozdział 1, który nazywa się zabawnie "Rozgość się", jest podzielony na 16 lekcji, a każda z nich omawia zagadnienia takie jak: wynajem mieszkania, wyposażenie domów, materiały, oferty mieszkaniowe, itd. Co najważniejsze mamy w tym rozdziale również zagadnienia gramatyczne (całkiem nieźle przedstawione), z dużą ilością zadań. Nic tylko ćwiczyć. Wydaje mi się, że kurs ten będzie bardzo dobrze spisywał się w przypadku maturzystów (bardziej dla poziomu podstawowego, ale również jako powtórka dla rozszerzonych). Wiem, że nie zawsze chce Wam się czytać słówka i robić zadania, a tak możecie odpalić sobie kurs przed spaniem na Waszym ajfonie :) i już nie będziecie mieć wyrzutów sumienia, że nie zrobiliście powtórki do egzaminu dojrzałości. Profesor Henry spisze się w przypadku tych, którzy chcą odświeżyć swoją podstawową znajomość języka, a być może wejść także na wyższy level ze swoim angielskim. Multikurs przygotował również coś dla osób, które uwielbiają rywalizację. Zbieracie punkty za swoje dobrze wykonywane zadania i możecie porównywać się z innymi użytkownikami serwisu! Zawsze to jakaś motywacja! A dla zapominalskich, codzienny raport z postępów w nauce. To jak, przekonaliście się?
A teraz kolejne pytanie! Lubicie prezenty? Na pewno... Przygotowałam dla Was konkurs, w którym do wygrania są dwa dostępy do kurs Profesor Henry dla średnio-zaawansowanych:

- dostęp do kursu na 6 miesięcy dla pierwszej wygranej osoby
- dostęp do kursu na 3 miesiące dla drugiego miejsca

Co trzeba zrobić?

Wystarczy, że rozwiążecie zagadkę i odgadniecie jako hasło kryje się pod tą łamigłówką.
Odpowiedzi przesyłajcie na cecilias.nook@gmail.com
Pierwsze dwie osoby, które prześlą do mnie odpowiedź, otrzymają powyższe dostępy do kursu!
Podpowiedź: jest to angielskie powiedzenie, a tematyka to rodzina. 

L_ K E     F _ _ _ _ R    L _ _ E    S_N

 REGULAMIN KONKURSU: 

1. Organizatorem konkursu jest Language Bay, a fundatorem nagród www.multikurs.pl
2. Nagrodą w konkursie dla 1 miejsca jest dostęp do kursu Profesor Henry dla średnio-zaawansowanych na 6 miesięcy, dla drugiego miejsca- dostęp do kursu na 3 miesiące
3. Konkurs trwa od 7.12 do 10.12.2012 do godziny 20:00
4. Zadanie konkursowe: Rozwiązanie łamigłówki: L_ K E     F _ _ _ _ R    L _ _ E    S_N
5. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu www.language-bay.blogspot.com 10 grudnia i na facebookowej stronie Language Bay.
6. Biorąc udział w konkursie, Uczestnik wyraża zgodę na opublikowanie treści swojego zadania na stronie facebookowej Language Bay, a także przetwarzanie danych osobowych w celu kontaktu i wysyłki nagrody.